Lifestyle Wieści

Dzisiaj odebrałem kolejny telefon z serii: ‚Proszę usunąć hulajnogi LIME z mojej posesji’4 min read

27 listopada 2018 3 min read

Dzisiaj odebrałem kolejny telefon z serii: ‚Proszę usunąć hulajnogi LIME z mojej posesji’4 min read

Elektryczne hulajnogi pod banderą marki Lime sprawnie umościły się w naszym kraju. Byłem wielkim fanem tej inicjatywy, nawet pomimo tego, że ceny nie do końca zachęcają. Teraz do listy wad usługi mogę dodać — wait for it — kolejne telefony od osób proszących mnie o usunięcie hulajnóg Lime z ich prywatnych terenów, na których sprzęty Lime… się walają.

Mam na swoim koncie mnóstwo testów przeróżnych elektrycznych longboardów. W moim serduszku na zawsze zapisał się jednak Evolve Bamboo GT, którego zresztą recenzje przeczytacie na DailyWeb. Po tej fantastycznej przygodzie nastąpiła masa innych. Sprawdzałem słabsze odpowiedniki Evolve, aż w końcu dotarłem do elektrycznych hulajnóg. Te kupiły mnie dokumentnie, zostałem ich fanem. Jeszcze bardziej ucieszyłem się, kiedy do Polski wszedł Lime, czyli wypożyczalnia hulajnóg na czas.

„W zależności od adaptacji wśród użytkowników i współpracy z miastem będziemy stopniowo rozszerzać flotę. Lime chce pomóc mieszkańcom polskich miast w codziennym poruszaniu się. Postawiliśmy na Wrocław, bo jest otwarty na idee zrównoważonej, współdzielonej mobilności. Ma miejski system wypożyczalni samochodów elektrycznych, jest tu też aplikacja agregująca dostępne rozwiązania komunikacyjne” — Marek Łukasiak, dyrektor generalny Lime w Polsce.

Brzmi świetnie, prawda? Kupuję to w pełni. To w końcu świetna alternatywa dla zatłoczonego miasta, nawet jeśli nie stanowi najtańszej opcji. Lime ma dobrze dopracowaną aplikację, świetnie wyglądające hulajnogi i całkiem sprawny biznesplan. Jednego chyba jednak nie przewidzieli albo, co gorsza, zaakceptowali podobne ryzyko. Ich hulajnogi wywołują frustrację właścicieli terenów prywatnych, na których wspomniane zielone wehikuły się walają.

Pierwszy telefon

Dzień dobry, dzwonię z [dużego centrum handlowego w Warszawie], nazywam się Jolanta Iksińska (oczywiście Pani nazywała się inaczej) i bardzo serdecznie proszę, byście państwo usunęli wszystkie swoje hulajnogi spod naszej galerii handlowej. To jest teren prywatny i właściciel nie zezwala na pozostawianie ‚urządzeń ‚na jego terenie. Tym bardziej że leżą one koło wejścia, utrudniając naszym klientom wejście do budynku.

Zdębiałem. Jakich urządzeń? Instynktownie zapytałem:

Przepraszam, Pani Jolanto, czy na pewno Pani wybrała właściwy numer telefonu? Obawiam się, że nie mam pojęcia o, czym Pani mówi.

Dejliłeb? Dejliłeb.pl? — powtórzyła Pani Jolanta

Tak, dejliłeb. O jakich Pani urządzeniach mówi? — osłupiałem, mając świadomość, że faktycznie chciała się dodzwonić do nas.

W głowie zaczęło mi się kotłować, bo przecież testowałem ostatnio hulajnogę elektryczną, ale co to mogło mieć wspólnego z opisywaną przez panią Jolantę sprawą? W końcu mnie olśniło, że doszło do fatalnego nieporozumienia. Z nieukrywaną radością, że znalazłem rozwiązanie, odpowiedziałem:

– Zapewne ma Pani na myśli hulajnogi Lime?

– Dokładnie, proszę je zabrać spod budynku, bo będziemy musieli usunąć je osobiście — odpowiedziała stanowczo pani Jolanta

– To nieporozumienie, my nie mamy nic wspólnego z tą marką, prócz tego, że opisywaliśmy ich wejście na rynek. Musi Pani skontaktować się bezpośrednio z właścicielem. 

– Ale jak? Nigdzie nie możemy znaleźć kontaktu, kompletnie nigdzie.

I tu pani Jolanta miała rację. Sam rozejrzałem się po sieci z ciekawości i nic prócz strony oficjalnej w języku angielskim nie znalazłem. Pomyślałem, że musi to być faktycznie nad wyraz frustrujące, że urządzenia producenta, którzy szumnie wszedł do naszego kraju, powodują realny kłopot przed wejściem do sklepu, a nie można się z tym do nikogo zwrócić.

Telefon drugi

Dzisiaj rano odebrałem kolejny telefon, od Pana, który w bardzo stanowczy sposób również poprosił o usunięcie hulajnóg z jego prywatnego terenu. Pospiesznie wyjaśniłem, że obawiam się, że nie będę mógł pomóc w tej sprawie, bo niestety nie jestem stroną, niemniej uświadomiło mi to, że problem może być faktycznie spory.

Holajnogi Lime nie mają stacji, w których hulajnogę się dokuje. Taki mechanizm działa przy rowerach miejskich, wówczas odstawienie roweru powoduje zaprzestanie naliczania należności. Przy Lime tego mechanizmu nie ma. Skończyłeś jechać? Zostawiasz hulajnogę tam, gdzie był Twój punkt docelowy. No i tu zaczynają się schodu, bo poprzewracane hulajnogi na terenie prywatnym mogą frustrować.

Kontakt do Lime

Zapytałem biura prasowego, czy mogą zdradzić, jak wielki jest to problem i jak zamierzają z nim walczyć oraz dlaczego nie ma ogólnodostępnego kontaktu do marki Lime? Mam nadzieję, że nie jest to zabieg celowy, bo to tylko potęguje poczucie bezsilności i zupełnie przecież niepotrzebne nerwy.

Problem wydaje się naprawdę realny. Określona strefa korzystania z hulajnóg zdaje się, nie działa zbyt dobrze, skoro dochodzi do takich sytuacji. Jestem ciekawy, jaki będzie finał tej sprawy. Sama na pewno się nie załatwi.

Aktualizacja 02.12.2018

Ostatecznie mimo deklaracji, nie otrzymaliśmy żadnego stanowiska od przedstawicieli marki Lime.